PROROCY
Ducha nie gaście, proroctwa nie lekceważcie, wszystko badajcie, a co szlachetne zachowujcie [I list św. Pawła do Tes 5,19-21]
"PAN BÓG NIE UCZYNI NICZEGO, JEŚLI WPIERW NIE OBJAWI SWEGO ZAMIARU SŁUGOM SWOIM, PROROKOM"[ księga. Amosa 3,7]
         PILNE !

 
Intronizacja

TŁUMACZENIE STRONY


 
 
Hosting


 
 

Ida Peerdeman urodziła się 13 sierpnia 1905 r. w Alkmaar, w Holandii  jako piąte dziecko w rodzinie. Na chrzcie św. w kościele parafialnym St. Joseph otrzymuje imię Isje Johanna, ale od dziecka wołano na nią Ida. Na krótko przed wybuchem I wojny światowej rodzina Peerdeman  przeprowadza się do Amsterdamu.
Ida ma 8 lat,  gdy jej 35-letnia matka umiera podczas porodu wraz z noworodkiem. Po śmierci matki wychowaniem Idy i jej rodzeństwa (dwóch sióstr i brata) zajmuje się najstarsza siostra, 16-letnia Gesina. Ojciec, kupiec tekstylny, zajęty interesami, nie ma czasu dla dzieci. Tym bardziej więc cenią sobie wszyscy domowe życie rodzinne.
Ida najbardziej lubi przebywać ze swoim bratem Pietem, który ją bardzo dobrze rozumie, rozmawia z nią i pociesza, szczególnie wtedy, kiedy jest smutna. Każdej niedzieli rodzina Peerdeman, jak przystało na katolików, uczęszcza na Mszę św., a przed posiłkiem odmawia się modlitwę. I na tym w zasadzie kończy się całe życie religijne.
Jako dziecko Ida przystępuje raz w tygodniu do Spowiedzi św. w kościele dominikanów. Spowiada się u ojca Frehe, późniejszego jej kierownika duchowego. I tak dzieje się przez kilka lat, aż do owej pamiętnej soboty 1917 r., w miesiącu październiku poświęconym Różańcowi Świętemu, kie-dy to po Spowiedzi św., w drodze do domu, spotyka Idę coś bardzo niezwykłego.
Pierwsze spotkanie z Maryją
Dwunastoletnia Ida staje się świadkiem niebiańskiego objawienia. Na końcu jednej z ulic widzi wielkie światło, a w nim promieniującą postać, która wyglądem przypomina piękną żydowską kobietę. Ida rozpoznaje w niej, w jednej chwili, Maryję. Jej ramiona są lekko rozwarte, spojrzenie ma przyjazne i ciepłe. Stoi tak w blasku światła, nie wypowiadając ani jednego słowa. Jeszcze nigdy w swoim życiu Ida nie widziała czegoś tak pięknego. Gdy postać daje jej przyjazny znak, Ida pośpiesza do domu.
Ojciec Idy ze zrozumiałych względów zabrania jej mówienia komukolwiek o tym zdarzeniu. Jego zdaniem byłoby najlepiej, gdyby Ida o nim jak najszybciej zapomniała. Niech cię Pan Bóg broni przed mówieniem o tym komukolwiek. Powiedzą, że zwariowałaś i będą śmiać się z ciebie. Tego tylko by nam jeszcze brakowało”. I tak Ida, posłuszna woli ojca, nie mówi o tym, co ją spotkało nikomu, mimo że jej widzenie powtórzyło się jeszcze przez kolejne dwie soboty; gdy Ida po Spowiedzi św. wracała do domu, piękna Pani pojawiła się znowu, jakby w jakimś słońcu, uśmiechając się i milcząc, jak za pierwszym razem.
Wszystko to odbywa się  w 1917 r., w którym Matka Boża po raz ostatni nawiedza w Fatimie trójkę dzieci, o czym Ida wtedy jeszcze nic nie wie. Jej spowiednik, ojciec Frehe, jako zaufany Idy i doradca rodziny Peerdeman, dowiaduje się o nadzwyczajnych zdarzeniach, które spotkały Idę. Jednak również i on, podobnie, jak ojciec Idy uważał wtedy, że będzie najlepiej, jeśli dziecko wszystkie je zachowa tylko dla siebie i nie będzie o nich już więcej myślało. I tak oto to pierwsze przygotowanie Idy na późniejsze Maryjne objawienia pozostaje na długi czas w ukryciu.
33 lata później – podczas 25 objawienia – Matka Boża sama przypomina Idzie o swoim trzykrotnym przybyciu w 1917 r. wtedy, gdy widząca z obawą pyta: „Czy mi uwierzą? „Tak”, odpowiada Maryja „dlatego właśnie przyszłam do ciebie już wcześniej, kiedy jeszcze tego nie rozumiałaś. Wtedy to nie było jednak konieczne. To był dowód na teraz” (10.12.1950).
Innymi słowy, to aktualne widzenie nie jest złudzeniem ale rzeczywiście Maryją.
„Brakuje Pani fantazji i wyobraźni”.
Po ukończeniu szkoły ludowej Ida pragnie zostać przedszkolanką. Jednak po praktyce odsyła się ją z komentarzem: „Pani się niestety nie nadaje. Brakuje Pani fantazji i wyobraźni”. Nikt wtedy jeszcze nie zdaje sobie sprawy z tego, jak ważnym stanie się to oświadczenie w życiu Idy, w czasie, gdy zarzucać się jej będzie, że objawienia, których doświadcza, są wytworem jej własnej fantazji i wyobraźni.
Wiele lat później, wynik badania psychologicznego, któremu na prośbę biskupa poddano Idę stwierdza, że jest ona całkiem normalna, jak również i to, że nie ma zdolności do obrazowych przedstawień i że jest osobę trzeźwo myślącą, bez polotu i fantazji.
W wieku 18 albo 19 lat Ida decyduje się na podjęcie pracy biurowej w fabryce perfum w Amsterdamie. Tam przepracuje wiele lat. Współpracownicy bardzo ją cenią. Jako ładna dziewczyna ma również kilku adoratorów, jednak nie czuje się powołaną do małżeństwa. W tym czasie doświadcza cierpień, na skutek ataków złych mocy. Jeszcze dzisiaj przypomina sobie Helena – najstarsza córka brata Idy – Pieta bardzo dokładnie to, co mówiło się w rodzinie o tym, tak pełnym dla Idy cierpień czasie demonicznych udręk. Na przykład: Podczas jednego ze spacerów po ulicach Amsterdamu Ida spotyka jakiegoś mężczyznę, ubranego na czarno i podobnego z ubioru do księdza. Wystraszona jego niesamowicie przenikliwym wzrokiem próbuje go ominąć i przyspiesza kroku. Jej prześladowca jest jednak szybszy, chwyta ją mocno za ramię i próbuje zepchnąć do kanału, aby ją utopić. W tej tak bardzo zagrażającej życiu Idy chwili słyszy ona nagle łagodny głos, który ją uspokaja i obiecuje pomoc. W tym samym momencie „Czarny” puszcza Idę i ze strasznym krzykiem przepada bez śladu. Po tym zdarzeniu siostra Idy Gesina otrzymuje od ojca polecenie towarzyszenia Idzie w drodze do pracy i wieczorem, w drodze do domu.
Jeszcze raz spotykają siostry tego niesamowitego prześladowcę, śmiejącego się zimnym szyderczym śmiechem, ale nie mającego już odwagi dotknąć Idy. I jeszcze raz, to już po raz trzeci, zbliża się diabeł do dwudziestoletniej Idy i próbuje uwikłać ją, w wyrafinowany sposób, w śmiertelny wypadek. Tym razem ukazuje się jej pod postacią ułomnej starej kobiety, która utrzymuje, że zna Idę z kościoła. Podaje jej przy tym swój adres i zaprasza do możliwie jak najrychlejszych odwiedzin. Ida odmawia, jednak na dodatkową prośbę kobiety, aby pomogła jej chociaż przejść przez ulicę, przystaje. Paraliżujący strach ogarnia Idę, gdy na środku ulicy czuje, jak jakieś szpony ściskają ją żelaznym chwytem za ramię. Jednak tylko jeden jej krzyk wystarcza, aby szatan zniknął. Podprowadził on Idę prosto pod nadjeżdżający tramwaj, który w ostatniej chwili zdołał zahamować. O mały włos, a byłby ją przejechał. Kiedy wieczorem brat Idy Piet udaje się wraz ze swoim przyszłym szwagrem pod podany przez staruchę adres, odnajduje tylko stary, opuszczony już dom.
Demoniczne udręki w rodzinie
Również i u siebie w domu Ida jest ciężko dręczona przez demony. Jej rodzina cierpi razem z nią – jak to brat Piet opowiada później swojej córce Helenie. Kiedy np. ojciec Frehe ubiera się w domu parafialnym, szykując się do odwiedzin rodziny Peerdeman, to w tym samym czasie Ida zaczyna u siebie w domu krzyczeć i złorzeczyć. Nagle czuje napływ tak wielkiej fizycznej siły, że jest w stanie unieść ponad głowę ciężkie krzesło. Jej głos zmienia się nie do poznania. Podobne stany znamy również z historii życia błogosławionej karmelitanki Miriam von Abellin, która niekiedy doznawała podobnego zadośćuczyniającego opętania na krótko przed otrzymaniem wielkich łask.
Ojciec i rodzeństwo Idy są także świadkami, jak buja się lampa w pokoju, i zaczyna bez przerwy dzwonić domowy dzwonek, czy też hałasować skrzynka z bezpiecznikami. Gdy drzwi i szafki same się otwierają, zdarza się, że pan Peeredman z humorem mówi: „No proszę, wchodźcie wszyscy do środka. Im więcej was jest, tym weselej”. Ojciec Frehe poradził mu bowiem, aby ignorował, w miarę możliwości, te demoniczne ataki. Odwaga ojca bardzo pomaga całej rodzinie. Za jego przykładem przywiązuje się do tych nadprzyrodzonych zjawisk możliwie jak najmniejsze zna-czenie. Kiedy jednak stają się one szczególnie uciążliwe, członkowie rodziny dodają sobie wzajemnie odwagi, mówiąc jeden do drugiego: „Śmiejcie się, bo jeśli my się nie śmiejemy, śmieją się diabełki, a na to nie możemy im pozwolić”. Jednakże pewnego razu, gdy Ida jest duszona jakąś niewidzialną ręką za szyję i ataki te stają się szczególnie silne, ojciec Frehe decyduje się odmówić nad nią egzorcyzm. Podczas odmawiania egzorcyzmu rodzina Idy słyszy obrzydliwy głos szatana, wydobywający się z jej ust, z nienawiścią obrzucający wyzwiskami ojca Frehe. Również i na wiele innych sposobów odczuwa ojciec Frehe szatańską nienawiść demo-nów. W taki oto sposób będą oboje – Ida i jej kierownik duchowy – przygotowywani, przez trwającą 20 lat duchową szkołę, na pełne łaski zdarzenie, które dotyczyć będzie całego świata: na przyjście Matki i Pani Wszystkich Narodów.
Wojenne historie 35 latki
Kolejne lata życia Idy upływają spokojnie. Tylko jeden raz – jeszcze długo przed wybuchem II wojny światowej – ma zupełnie niespodziewanie wizję przeciągających przed nią niezliczonych ilości wycieńczonych żołnierzy. W 1940 r. – Ida ma wtedy 35 lat – rozpoczynają się jej „wojenne historie”, prorockie wizje o przyszłych losach wojny. Ida widzi przesuwające się przed nią fronty, opisuje ich linie – z zamkniętymi oczami – na rozłożonej na stole mapie. Jej brat Piet oznacza ich przebieg – zgodnie z tym, co mówi Ida – za pomocą szpilek. To, co przekazuje siostra, odpowiada bardzo dokładnie najnowszym meldunkom radiowym podziemnej stacji nadawczej.
Ida, która o strategii wojskowej nic nie wie, widzi, w jednej z kolejnych wizji, rzecz wtedy dla wszystkich absolutnie nie do wyobrażenia – zwycięską armię niemiecką okrążoną przez Armię Czerwoną pod Stalingradem, jakby w jakiś wielkich kleszczach. Już w maju 1940 r., u szczytu niemieckich „powodzeń”, Ida widzi w detalach smutny koniec Hitlera i Mussoliniego. Z jej ówczesnych przepowiedni śmieją się wtedy nawet jej najbliżsi przyjaciele.
Wszystkie te zdarzenia jeszcze się nie spełniają, kiedy wojenne widzenia nagle się urywają i dla Idy rozpoczyna się zupełnie nowy etap życia.
Pierwsze objawienie się Pani Wszystkich Narodów
Jeszcze II wojna światowa trwa, gdy 25 marca 1945 r. rozpoczynają  się Amsterdamskie Objawienia Maryjne. W tym to właśnie dniu Kościół ob-chodzi święto Zwiastowania Pańskiego, największego wydarzenia w his-torii ludzkości. Bóg przyjmuje w osobie Jezusa ludzką naturę, by zbawić nas od grzechu i śmierci.
W ciszy i ukryciu rozpoczyna się Dzieło Zbawienia w pełnym łaski łonie Niepokalanej (Immaculata), w Tej, która nazwana zostanie Współodkupicielką. Nie jest z pewnością rzeczą przypadku, że Maryja wybrała właśnie to święto dla objawienia się jako Pani i Matka, gdyż Amsterdamskie Orędzia mają w historii zbawienia znaczenie uniwersalne – dla Kościoła i świata. Pozwólmy jednakże samej Idzie opowiedzieć o tym, czego doświadczyła.
„Zdarzyło się to 25 marca 1945 r., w święto Zwiastowania Pańskiego. Moje siostry i ja siedziałyśmy w pokoju i rozmawiałyśmy ze sobą. Siedziałyśmy wokół żelaznego piecyka. Był to czas wojny i panowała głodowa zima. Ojciec Frehe, który przebywał w tym dniu w mieście, przyszedł do nas w odwiedziny.
W trakcie rozmowy pociągnęło mnie coś nagle do sąsiedniego pokoju. Tam ujrzałam naraz nadchodzące światło. Wstałam i byłam zmuszona podejść do tego światła. Ściana i wszystko co tam stało zniknęło sprzed moich oczu. Przede mną było morze światła i pusta głębia”.
„Przychodzę w ciszy(31.05.1958).
„Nagle ujrzałam, wyłaniającą się z tej głębi jakąś postać, żywą kobiecą postać. Z mojego miejsca widziałam ją stojącą po lewej stronie, w górze. Ubrana była w długą białą szatę, przepasaną w talii. Stała tam z opuszczonymi ramionami i z dłońmi zwróconymi na zewnątrz, w moją stronę. Podczas, gdy się jej przypatrywałam, ogarnęło mnie jakieś osobliwe uczucie. Pomyślałam sobie: 'To musi być Święta Dziewica, nic innego nie jest możliwe.'  Nagle postać odzywa się do mnie. Mówi: 'Powtarzaj za mną'.Zaczynam więc za nią powtarzać, słowo w słowo. Ona mówiła bardzo wolno.
Moje siostry i ojciec Frehe zgromadzili się wokół mnie. Gdy ojciec Frehe usłyszał, że zaczęłam mówić, powiedział do jednej z moich sióstr: 'Zapisuj wszystko, co powie.' Potem, gdy już powtórzyłam kilka zdań, usłyszałam, jak mówił: 'Posłuchaj, zapytaj, kim jest.' I wtedy pytam: 'Czy, jesteś Maryją?' Postać uśmiecha się do mnie i odpowiada:  'Będą mnie nazywać Panią, Matką' ”.
Ida i Orędzia
„Ty jesteś narzędziem. Pani dba o wszy-stko!” Ida Peerdeman została w dzieciństwie i młodości przygotowana do swojego szczególnego powołania. Ale podobnie, jak wszystkim innym prorokom, również i jej, prostej, 40-letniej pracownicy biurowej powierzone zostało całkiem nagle i nieoczekiwanie bardzo odpowiedzialne zadanie. Ida otrzymuje w ciągu 15 lat, dokładnie do 31 maja 1959 r., 56 Orędzi Matki Bożej. Dodatkowo ofiarowuje jej Pan, trwające aż do lat 80-tych, tzw. „Przeżycia Eucharystyczne”.
W odróżnieniu do wielu innych miejsc Maryjnych objawień, w Amsterdamie przebiega wszystko, praktycznie rzecz biorąc, w ciszy i ukryciu. „Przychodzę w ciszy”, powiedziała  Pani 31 maja 1958 r.
Większą część Orędzi otrzymuje Ida u siebie w domu. Jej siostra Truus (Gertruda), która jest nauczycielką, spisuje słowo po słowie wszystko to, co Ida powtarza za Panią. Nie jest to trudne, gdyż Pani mówi wolno i z długimi przerwami, po których pozwala Idzie oglądać nowy, kolejny obraz, albo przekazuje jej jakąś nową myśl. Później, jeśli to konieczne, Ida uzupełnia zapis siostry swoimi własnymi komentarzami.
Szczególnie w pierwszych latach objawień, Orędzia Pani są bardzo zaszyfrowane, apokaliptyczne i symboliczne. Podobnie jak wielcy prorocy Starego Testamentu, również Ida należy do osób niewykształconych teologicznie, do prostego ludu, i rozumie niewiele z tego, co widzi i słyszy. Słowa takie jak „Paraklet“, „Meteoryty“ czy „Ruach“ są jej całkowicie obce i Ida ma wiele trudności z przekazaniem w słowach treści nieznanych jej zdarzeń, ukazywanych w wizjach. Ale Matka Boża pociesza ją:„Powiedz swojemu ojcu duchownemu, że Pan dla Swoich Wielkich Planów wybiera zawsze to, co małe i słabe. Niech będzie spokojny  (04.04.1954), "Jeszcze raz mówię: Syn szuka dla Swoich Spraw zawsze tego, co małe i słabe(15.04.1951), „Masz do wypełnienia wielkie zadanie(15.06.1952).
Maryja daje swojemu dziecku do zrozumienia, że jest tylko narzędziem, ale: „Poprzez to narzędzie, w tym małym kraju, który stoi nad prze- paścią, Pani Wszystkich Narodów przyniesie każdego roku swoje matczyne napomnienie i pocieszenie(31.05.1954).
 
LEKTOR
 
„Nie wahaj się. Ja przecież nigdy się nie wahałam.“
Jak mądry i pełen miłości pedagog upomina Pani swoją uczennicę w wizjach: „Słuchaj dobrze!”, „Patrz uważnie!”, „Zapamiętaj sobie!”, „Ostrzeż!”, „Powiedz!”, „Rozpowszechniaj!”
Jako posłanka i doręczycielka ma Ida posłusznie przekazywać dalej to, co Pani Wszystkich Narodów pragnie niezwłocznie powiedzieć papieżowi, biskupowi Haarlemu, Kościołowi, teologom, światu i wszystkim narodom, a co da początek odnowie w Duchu Świętym. Jest rzeczą zrozumiałą, że doznająca objawień czuje się niezdolną i zbyt słabą do wypełnienia tego ciężkiego zadania. Wielokrotnie z obawą zapytuje ona Panią: „Czy mi uwierzą?” Jednak Maryja ją, a tym samym również i jej kierownika duchowego uspokaja i zachęca: „Nie wahaj się. Ja przecież nigdy się nie wahałam” (15.08.1951), „Nie bądź taka bojaźliwa. Dlaczego mieć obawę dla Sprawy Mojego Syna?” (28.03.1951), „Oczekuję tego od ciebie” (04.03.1951), „Mówisz, że masz tylko puste ręce... Pani uczyni resztę” (05.10.1952).
Niekiedy posłuszne spełnianie pleceń Matki Bożej staje się dla Idy tak dalece bolesne, że spontanicznie, po ludzku reaguje oporem i sprzeciwem. Na przykład wtedy, gdy Pani żąda: „'Idź do Ojca Świętego i powiedz...' Kiedy potrząsnęłam przecząco głową i odrzekłam, że na to nigdy się nie odważę, Pani powiedziała nieco ostrzejszym tonem: 'Rozkazuję ci to powiedzieć!'  W odpowiedzi pochyliłam się z pokorą”  (31.05.1957).
Zjednoczone cierpienie ze Współodkupicielką
To wszystko, co Ida widzi i przeżywa w Orędziach Współodkupicielki, zmienia również głęboko jej osobiste życie, bowiem Maryja prosi swoje dziecko: „Uczyń ofiarę ze swojego życia” (04.04.1954) i gdzie indziej: „Módlcie się wszyscy do Pani Wszystkich Narodów. A ty dziecko, podejdź do tego obrazu i módl się, tak długo, jak tylko możesz”  (19.03.1952).
W usilnych, trwających dziesiątki lat staraniach, żeby żyć zgodnie z życzeniami Pani, Ida dojrzewa do roli duchowej matki dla wielu. Maryja poświadcza to w dobitnych słowach:„A ty, dziecko w twoje łono wkładam ludzkość całego świata...(01.04.1951)
Również i dlatego widząca przeżywa wiele razy w mistyczny sposób na sobie samej sytuację całej ludzkości:„Wtedy Pani bierze mnie znowu ze sobą. Idziemy dalej w głąb ogrodu. Zatrzymujemy się przed dużym krzyżem. Pani mówi: 'Przyjmij Go. ON cię poprzedził'.  Odmawiam i czuję, jakby wszyscy ludzie świata tak samo postępowali i odwracali się do krzyża plecami” (07.10.1945).
Ida doświadcza bardzo często – w swych stanach mistycznych – bólu, który Pani Wszystkich Narodów przeżyła fizycznie dla ratowania narodów: „Wtedy Pani odchodzi od krzyża, a ja stoję ponownie przed tym wielkim krzyżem. Mam znowu te okropne bóle, jeszcze silniejsze jak przedtem. To trwa długo i wtedy Pani staje przed krzyżem, jak gdyby we mgle. Widzę Ją skręcającą się z bólu i wtedy zaczyna płakać. Tak wielkie, nie do opisania cierpienie widnieje na Jej twarzy i łzy spływa- ją po Jej policzkach. Wtedy mówi: 'Dziecko'. I teraz jest tak, jakby Pani przenosiła to cierpienie na mnie. Najpierw ogarnia mnie jakieś duchowe osłabienie i odczuwam je bardzo silnie. Mam takie same bóle jak przedtem, jednak nie tak bardzo silne jak za pierwszym razem. Naraz jest tak, jakbym się załamywała. Mówię do Pani: 'Więcej już nie mogę'. To trwa jeszcze chwilę i wtedy wszystko przemija” (15.04.1951).
Dowód na prawdziwość Orędzi znajduje się w słowach Pani
Gdy Ida prosi Panią, przede wszystkim z myślą o innych, o jakiś dowód na prawdziwość Orędzi, Pani odpowiada, że dowody te zawarte są w samych Orędziach: „Moje znaki zawarte są w moich Słowach” (31.05.1955, 31.05.1957), „To się okaże z czasem” (03.12.1949).
I rzeczywiście, wraz z upływem lat wiele z tego, co Pani zapowiedziała, wypełniło się dosłownie tak, jak to Ida widziała w swoich wizjach. Dowody te są tym większej wagi i tym więcej przekonywujące, im bardziej prze-powiadane zdarzenia leżą poza ludzkim wpływem prorokini (patrz także rozdział pt.: „Fakty 1945-2004”).
Ida w gronie rodzinnym
Zrozumiałym jest, że lata Maryjnych objawień głęboko wiążą ze sobą całą rodzinę Peerdeman. Te nadzwyczajne wydarzenia wokół osoby widzącej z Amsterdamu nie pozostają naturalnie całkowicie w ukryciu. Dotyczy to szczególnie dwóch objawień, które miały miejsce w kościele św. Tomasza. Kościelna zwierzchność reaguje na to wszystko z nadzwyczajną powściągliwością i nie życzy sobie w żadnym wypadku rozpowszechniania wiadomości o tych zdarzeniach. Jest to całkowicie zgodne z tym, czego pragnie sama Ida, która całkowicie odrzuca każdą sensację wokół własnej osoby. Uważa siebie tylko i wyłącznie za narzędzie. Jest przy tym tak dale- ce trzeźwo myślącą osobą, że broni się gwałtownie przed jedną z     odwiedzających ją kobiet, gdy ta, w geście podziwu i czci dla niej, głaszcze ją po ramieniu. W przyszłości obie panie porozumieją się ze sobą i w końcu zostaną dobrymi przyjaciółkami.
Wielkim wsparciem dla Idy jest jej kierownik duchowy a także poczucie bezpieczeństwa w rodzinie. Gdy Ida cierpi i płacze, cierpią i płaczą wraz z nią i inni. Oprócz ciężkich i trudnych chwil w kręgu rodzinnym przeżywa się i piękne dni. Wszyscy członkowie rodziny są umuzykalnieni, tak że śpiewa się i muzykuje również często. Na Boże Narodzenie odbywają się w rodzinie regularnie małe koncerty. Sama Ida gra na skrzypcach, oprócz tego trochę maluje i szydełkuje.
Pomimo tych wszystkich nadprzyrodzonych wydarzeń Ida pozostaje zawsze zwyczajnym człowiekiem. Lubi modnie się ubierać, zauważa wszystko to, co piękne, nosi chętnie biżuterię, ale zawsze skromnie i taktownie. W swoim prostym i skromnym życiu nie różni się w niczym od swoich trzech starszych sióstr. Z zamiłowaniem i zachwytem wspomina szczęśliwe urlopy w tyrolskich Dolomitach, w Bawarii i Szwajcarii. Z właściwą dla siebie wspaniałomyślnością lubi obdarzać innych małymi podarunkami. Nigdy nie zapomina wysłać karteczki z pozdrowieniami swojej bratanicy i bratankowi, również i wtedy, gdy są oni zaledwie jedną, albo dwie noce poza domem. Jej zwyczajne, skromne życie nie różni się w zasadzie, prawie że niczym, od życia jej sióstr.
Ida Peerdeman była również członkiem Milicji Jezusa Chrystusa. Milicja ta była w przeszłości zgromadzeniem rycerskim dla ochrony klasztoru dominikanów. Po roku 1870 przekształciła się w samodzielną maryjną organizację świecką, dla obrony wiary katolickiej. Już wcześniej widząca ujrzała w jednej ze swoich wizji św. Dominika, który ze słowami: „Tutaj powinnaś wstąpić”, wskazywał na klasztorny portal w miasteczku Sens. 13 października 1968 r. Ida zostaje członkiem ruchu i uroczyście otrzymuje w Sens „Płaszcz Milicji”. 31 maja 1969 r., podczas uroczystej ceremonii jej pierwszej przysięgi w paryskim Kościele Królewskim St. Germain I'Auxerrois została wezwana przez Wielkiego Mistrza, brata Emmanuel Houdart de la Motte, do odmówienia, wobec licznie zgromadzonych członków Milicji Jezusa Chrystusa, Modlitwy Pani Wszystkich Narodów.
25 lutego 1950 r. ciocia Ida wpisuje do albumu swojej bratanicy Heleny van der Heijden-Peerdeman następującą modlitwę:
O Panie Boże, naucz mnie składać ręce,
czy w radości, czy w udręce.
Naucz mnie wierzyć i ufać
i być w całym moim życiu cierpliwą.
Naucz moją duszę poznawać to,
czego Ty, o Boże, ode mnie żądasz.
Naucz mnie zapominania mojej własnej woli,
bym w ciszy i pokoju czyniła to, czego Ty mnie uczysz.
Amen”.
 
 
 
Duchowe i fizyczne cierpienie, które widząca z Amsterdamu znosiła spokojnie i bez słowa skargi, było dla postronnych obserwatorów, a nawet dla jej najbliższych przyjaciół, w ogóle niezauważalne. Ida dbała zawsze bardzo su- miennie o to, ażeby wszystko to, co zostało jej w łagodnych ale i pełnych znaczenia słowach, przekazane przez Panią Wszystkich Narodów, a co wyryło się na zawsze w jej sercu, było dokładnie spisane i dalej przekazane. W swoich wizjach  Ida  widziała  Niebiańskość  i  zakosztowała duchowej szczęśliwości. Jednak po powrocie do rzeczywistości, do codziennego szarego życia, spotykała się z niedocenianiem i potwarzą, z podejrzliwością i nieufnością innych. Wyśmiewana i uniewiarygadniana przez media, uczyła się bardzo boleśnie, co to znaczy stracić dobrą opinię dla zachowania wierności prawdzie i Pani.
Ida zdawała sobie doskonale sprawę z tego, że nie była zwodzona. Tym wytrwalej dźwigała ciężar swojego brzemienia bycia małym narzędziem, nosicielką najważniejszego Orędzia XX wieku. Wszyscy, którzy rzeczy-wiście dobrze znali Idę Peerdeman, znali również jej heroiczne posłuszeństwo zwierzchności kościelnej. Ale jednocześnie mało kto uświadamiał sobie, jak wiele ją kosztowało milczeć i wciąż na nowo czekać, czekać i czekać.
Również i wtedy, gdy widząca czasami wyrażała swoje rozczarowanie wobec przyjaciół, nie było to nigdy skargą. Nie użalała się również wtedy, kiedy przyszło jej oddać Bogu to, co tak bardzo kochała: najpierw swojego ukochanego brata Pieta, później ojca duchownego. Kiedy wreszcie z kolei jej drugi kierownik duchowy, ojciec Kerssemakers SSS zmarł w 1981 r., ubolewano nad Idą, że już więcej nie będzie mogła brać w tygodniu udziału we Mszy św. i przystępować do Komunii św. Na to Ida odpowiadała: „Jednak przystąpię do Komunii św. Otrzymam ją z niewidzialnej ręki”.
Ten, kto znał Idę, wiedział jaką była skromną i umiejącą dochować tajemnicy osobą. Jednakże poproszona przez księży czy pielgrzymów o opowiedzenie im o Orędziach, przedstawiała swoje wizje w tak bardzo obrazowy sposób, jakby przeżywała je na nowo.
 
„Jeszcze nie jesteś na Kalwarii”
Kiedy Idzie zmarły, jedna po drugiej, trzy siostry, ta,  która w wielu rzeczach przeżyła wielką samotność, lubiła przypominać sobie słowa Pani: „Ty dziecko, będziesz musiała współpracować bez strachu i obawy. Będziesz cierpiała duchowo i fizycznie, na duszy i na ciele”  (01.04.1951). Widząca cierpiała na raka piersi, jednak z obawy przed pobytem w szpitalu bardzo późno poddała się operacji. Poza tym była poważ- nie chora na serce.
Nawet wtedy, gdy niezbyt chętnie o tym mówiła, niektórzy wtajemniczeni wiedzieli o ponownych demonicznych udrękach w ostatnich latach jej życia. Pewnego razu, po całogodzinnych okropnych gwizdach krzykach i piskach, pozostało 85-letniej kobiecie tylko płakać z wielkiego wyczerpania. W nocy z 4 na 5 kwietnia 1992 r. do sypialni Idy wszedł ciężko i groźnie diabeł. Nie widziała go, bo stał w ciemności, jednak słyszała jego dobitny i okropny głos, którym mówił do niej: „Już ja się postaram o to, żeby skończyć z tobą i z twoim biskupem! A to światło, które widujesz, to nikt inny tylko ja”. Na to Ida odpowiedziała: „Wiem dobrze, że to Ona. Pani przychodzi zawsze w świetle. Zastanawiające jest jednakże to, że ty przychodzisz zawsze wtedy, gdy jest ciemno i stoisz zawsze w ciemności!” Ida wypowiedziała wtedy słowa Modlitwy, której nauczyła ją Matka Boża. Wtedy diabeł wrzasnął: „Już ja się o to postaram, żebyś nigdy więcej nie widziała tego światła!” i rzucił jej w oko małym kamie- niem, co spowodowało wielki ból. Wtedy odszedł. Oko Idy nabiegło krwią i spuchło. Rankiem następnego dnia Janni (zaufana pomocnica Idy w ostatnich latach jej życia) przemyła je wodą z Lourdes. Oko było całe ropiejące, ale wewnątrz nie uszkodzone. Lekarz przepisał Idzie maść, tak że po dziesięciu dniach mogła już dobrze widzieć.
Innym znowu razem, w Środę Popielcową, 1 marca 1995 r. zaczęło nagle jednocześnie dzwonić wszystkie pięć telefonów w całym domu. Kiedy Ida podniosła słuchawkę, dzwonienie nie ustawało. W ten sposób diabeł próbował ją przestraszyć; czuła się niesamowicie i bardzo źle.
Kiedy indziej znowu diabeł podrzucił Idę w górę na łóżku i powiedział okropnym głosem: „Jeszcze nie jesteś na Kalwarii”.
Rankiem 15 grudnia 1995 r. znaleziono matkę Idę w sypialni, rzuconą na podłogę obok łóżka, z posiniaczoną twarzą. Jak później opowiadała, po-czuła nagle jakąś ciężką rękę na swoich plecach, która rzuciła ją głową na podłogę. Ten upadek był tak silny, że można było widzieć jeszcze po ośmiu tygodniach wylewy krwi na jej twarzy. Podobnie jak Panu, podczas Jego drogi krzyżowej, tak również i Idzie dane było przed śmiercią trzy razy upaść.
Jego Ekscelencja biskup H. Bomers chciał odwiedzić Idę 28 maja 1996 r. Zadzwonił do drzwi, ale mu nie otworzono. Ponieważ wiedział, że Ida była sama w domu, polecił powiadomić opiekunkę Idy Jannie, żeby ta zorientowała się, co dzieje się z Idą. I znowu 90-letnia kobieta leżała bez ruchu na podłodze. Jakaś silna ręka rzuciła ją brutalnie obok łóżka.
 
„Wkrótce zaprowadzę ciebie do Mojego Syna”
„Bądź zdrowa, do zobaczenia w niebie!” (31.05.1959), są w Orędziach ostatnimi słowami Pani, wypowiedzianymi do Idy. Aż do dnia odejścia z tego świata Ida żyła wiernie wg tego, co Matka Boża jej zleciła: „Będziesz zawsze przychodziła pod ten Obraz...” (15.11.1951)
Ida wiedziała dobrze, że umrze w 1996 r., gdyż 1 stycznia tegoż roku usłyszała głos Pani, która jej przepowiedziała: „To jest twój ostatni rok. Już wkrótce zaprowadzę cię do Mojego Syna. Twoje zadanie jest spełnione”. Trochę później widząca zwierzyła się jednej z zaufanych osób: „Już długo nie pożyję. Jestem śmiertelnie chora. Dłużej nie przetrzymam!”
31 maja 1996 r., w dzień przyszłego święta Współodkupicielki, zostało wydane, przez kompetentnych dla Amsterdamu biskupów Haarlemu, JE Henrik Bomers i JE Josef M. Punt, oficjalne zezwolenie na publiczne czczenie Maryi pod Jej nowym tytułem: „Pani Wszystkich Narodów”. Przez dziesiątki lat Ida, modląc się, czekała cierpliwie na tę chwilę. Podobnie jak starzec Symeon, tak i 90-letnia widząca powiedziała, przepełniona radością: „Nareszcie stało się. Miałam to przeżyć i przeżyłam. Niech mnie teraz kochany Pan zabiera do siebie!”
 
Pogrzeb Idy
W środę 12 czerwca 1996 r. Ida otrzymała w głębokim skupieniu święte Namaszczenie Chorych z rąk ojca Amandus Korse OFM. Był on głęboko wzruszony gotowością Idy na śmierć lub – jeśli byłaby taka wola Boga – do dalszego cierpienia.
Dwa dni później lekarz domowy nalegał, aby chorą, z racji jej wielkiego osłabienia odwieźć do szpitala. Ida poprosiła Jannie, aby pomogła jej zejść na dół przed przybyciem karetki pogotowia. Przy schodzeniu obie kobiety spadły ze schodów i ogrodnik Peter zaniósł śmiertelnie chorą Idę do jadalni. Po przewiezieniu do szpitala, podłączono Idę do aparatury tlenowej, gdyż się dusiła. Tylko niewielu przyjaciołom wolno było ją odwiedzać. Jak dziecko leżała 90-letnia widząca w swoim szpitalnym łóżku. Mówiła ostatkiem sił - jej słabe serce było całkiem wyczerpane.
Rankiem, 17 czerwca 1996 r. była sama w pokoju. O godz 4.15 wielka prorokini Pani Wszystkich Narodów oddała swoją duszę w ręce Stwórcy.
 
 
LEKTOR